"Każdy powinien mieć kogoś, z kim mógłby szczerze pomówić, bo choćby człowiek był nie wiadomo jak dzielny, czasami czuje się bardzo samotny."
Myślami gdzieś daleko, od rzeczywistego świata, w którym się znajduję. Właśnie ten stan najbardziej lubiła, Wtedy miała wrażenie, że on ją słyszy, rozumie, chciałby być przy niej. Wie, że jest obok niej, chociaż nie może być fizycznie. Tęskniła za nim, bardziej niż ktokolwiek. Zauważyła nawet, że ostatnio nawet jego matka powróciła do normalnego życia. Tylko Violetta nadal rozpacza, po stracie najważniejszej osoby w swoim życiu.
- Nie śpisz jeszcze? - spytał, zaglądając do pokoju swojej córki. Ostatnio kładła się spać jeszcze później, całymi dniami potrafiła siedzieć w pokoju i czytać, odrywając się od rzeczywistości. Czytała słowa, które kiedyś napisał Diego. Potrafiła parę razy dziennie przeczytać jedną stronę, domyślając się co czuł chłopak, pisząc te słowa.
- Nie, nie śpię. Ale zaraz się kładę. - powiedziała, odkładając zeszyt na jego stałe miejsce - pod swoją poduszkę.
Tak jak powiedziała, po chwili już leżała w łóżku. Nie mogła jednak zasnąć. Cały czas miała go w głowie. Nie potrafiła bez niego żyć, wszyscy już doskonale o tym wiedzieli. Gdy tylko zamykała oczy, miała go przed oczami. Wiedziała, że powinna iść spać. Jutro, pierwszy raz od dawna w końcu będzie w studio. Jednak bała się, że On znowu jej się pokarzę, a ona nie wytrzyma i się rozpłaczę.
W końcu jednak oczy same jej się zamknęły, zasnęła.
Otworzyła oczy, ale było jeszcze całkowicie ciemno. Zaspana rozejrzała się po pokoju. I wtedy go zobaczyła. Była pewna, że to on. Te same oczy, ten sam piękny uśmiech na twarzy.
- Diego? - spytała, patrząc zdezorientowana na postać stojącą w drzwiach.
- Tęskniłem, bardziej niż ci się wydaje. - odezwał się. I wtedy już była pewna, że to on. Wszędzie rozpoznałaby ten głos.
- Jak...? - spytała, siadając na łóżku.
- Nie jestem prawdziwy, Violetta. - powiedział, nie chcąc robić jej nadziei - Jestem tylko wytworem twojej wyobraźni. To tylko sen.
Dziewczyna jednak nadal wpatrywała się w chłopaka. Nawet gdy powiedział jej że to sen, ona mu nie uwierzyła. To on. Prawdziwy.
sobota, 7 lutego 2015
niedziela, 18 stycznia 2015
Rozdział XIV
"A ja będę twym aniołem
Twą radością, smutkiem, żalem
Będę gwiazdą na twym niebie
Będę zawsze obok Ciebie"
Chwyciła gitarę, i już po chwili siedziała na łóżku w swoim pokoju, grając i śpiewając piosenkę, którą znalazła w zeszycie swojego przyjaciela. Czuła, że jest ona napisana przez niego. Nigdy jakoś nie chwalił się tym, że ma jeszcze jakąś piosenkę. Mówił, że napisał jedną, więcej nie da rady. Ale w zeszycie było tego zdecydowanie więcej. Podczas tego śpiewania, usłyszała nagle dźwięk telefonu. Od razu odłożyła gitarę i sięgnęła po urządzenie. Na ekranie widniało imię jej najlepszej przyjaciółki, zdecydowała się więc odebrać.
- Cześć, robisz coś ważnego? - spytała Francesca, zanim Violetta w ogóle zdążyła się odezwać - Zastanawiamy się, czy kiedykolwiek przyjdziesz do nas do studio. Tęsknimy za tobą.
- Wydaje mi się, że moja obecność tam jest zbędna. - skomentowała Violetta. - Zdajesz sobie sprawę, że bez Diego to ja tam będę tylko stać pod ścianą i udawać że coś robię.
- Powinnaś w końcu zapomnieć i wrócić do życia.
- Zapomnieć? Zwariowałaś? O Diego? Francesca, doskonale wiesz że o nim nie można zapomnieć! - prawię krzyknęła Argentynka.
- Nie karzę ci zapomnieć o nim, tylko o tej całej sytuacji. Od dawna jesteś smutna, tylko z tego jednego powodu. Nie uważasz, że nie ma to żadnego konkretnego sensu? W ten sposób go nie wskrzesisz, a i on nie byłby zadowolony, gdyby musiał cię taką ogarnąć. To był i mój przyjaciel, a nie przeżywam jego śmierci.
- Nic nie rozumiesz, prawda? Francesca, ja go po prostu kocham. Nie ważne że nie ma go przy mnie. Ja kocham go całym sercem. I każdego dnia czuje, że on kochał mnie tak samo bardzo, jak ja kocham jego. A może i jeszcze bardziej. Czytam, i dowiaduje się że zrobiłby dla mnie wszystko. Cierpiał przeze mnie, a ja tego nawet nie zauważyłam. Oddalał się, żeby nie sprawić mi bólu. Nie widzisz, jaka ja wtedy byłam głupia? Zawsze miałam go za najlepszego przyjaciela, ewentualnie brata. Ale teraz widzę, że przecież ja nie mogę bez niego żyć.
- Jakoś bez niego żyjesz. - stwierdziła Włoszka.
- Dopóki będę miała przy sobie jego zeszyt, będę czytać co pisał kiedyś, on będzie przy mnie. Będę go poznawać jeszcze bardziej. Z dnia na dzień coraz bardziej się zakochiwać. I poczekam. Poczekam, aż będziemy mogli być razem.
- Przecież wy nigdy nie będziecie razem, jego nie ma. Co ty w ogóle wygadujesz?
- Kiedyś będziemy razem, wierz lub nie. Nie wierzysz w życie po śmierci?
- A ty wierzysz? - roześmiała się Włoszka.
- Kiedyś nie wierzyłam... Ale teraz wierzę. Mogę mieć przecież nadzieje, prawda?
- Takich bzdur to ja jeszcze nigdy wcześniej od ciebie nie słyszałam. - stwierdziła Francesca.
- To wcale nie są bzdury! A z resztą... Przepraszam, nie mam ochoty teraz rozmawiać. Może przyjdę jutro do studio, to pogadamy. - powiedziała Violetta, po czym po prostu się rozłączyła. Odrzuciła telefon na poduszkę i znów chwyciła gitarę.
- Poczekam, bo nauczyłeś mnie żyć. - szepnęła, po czym znów zaczęła grać. Nie interesowało jej w tej chwili zupełnie zdanie Francesci czy Leona. Chciała być teraz sama, miała do tego prawo. Dopiero późnym wieczorem odłożyła gitarę. Położyła głowę na poduszce, i zasnęła.
- Widzisz? - zapytał, zadowolony ciągnąc ją za rękę.
- A niby co mam tutaj widzieć? - zachichotała dziewczyna, idąc za przyjacielem.
- No nie mów, że nie pamiętasz tego miejsca. - chłopak się skrzywił, puszczając dłoń swojej najlepszej przyjaciółki. Dziewczyna chwilę się przyglądała.
- Nie, Diego. Nie pamiętam. To źle?
- To tutaj się bawiliśmy, gdy byliśmy dziećmi. Nie pamiętasz? - roześmiał się - Ojć, Violettka. Słabą pamięć masz.
- Dobra, to już wiemy co to za miejsce. A teraz powiedź mi, dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
- To już niespodzianka. - chłopak podszedł do niej, po czym od razu zakrył jej oczy. - Idziemy. Muszę pokazać ci coś zdecydowanie lepszego, niż to miejsce.
- Co takiego?
- Cierpliwości, zaraz się dowiesz.
Po dłuższej chwili, chłopak w końcu odkrył jej oczy. Rozejrzała się, a potem spojrzała na chłopaka.
- Byłaś tutaj kiedyś? - zapytał, siadając na trawię. Dziewczyna pokręciła głową, zaraz siadając obok przyjaciela.
- A ja tutaj przychodzę, zawsze wtedy gdy chce być sam. Nikomu nie pokazywałem tego miejsca. Tylko tobie. - uśmiechnął się do przyjaciółki.
- A dlaczego mi je pokazujesz?
- Bo zdałem sobie sprawę, że nigdy nie chce być sam. Zawsze tylko z tobą.
Chwyciła gitarę, i już po chwili siedziała na łóżku w swoim pokoju, grając i śpiewając piosenkę, którą znalazła w zeszycie swojego przyjaciela. Czuła, że jest ona napisana przez niego. Nigdy jakoś nie chwalił się tym, że ma jeszcze jakąś piosenkę. Mówił, że napisał jedną, więcej nie da rady. Ale w zeszycie było tego zdecydowanie więcej. Podczas tego śpiewania, usłyszała nagle dźwięk telefonu. Od razu odłożyła gitarę i sięgnęła po urządzenie. Na ekranie widniało imię jej najlepszej przyjaciółki, zdecydowała się więc odebrać.
- Cześć, robisz coś ważnego? - spytała Francesca, zanim Violetta w ogóle zdążyła się odezwać - Zastanawiamy się, czy kiedykolwiek przyjdziesz do nas do studio. Tęsknimy za tobą.
- Wydaje mi się, że moja obecność tam jest zbędna. - skomentowała Violetta. - Zdajesz sobie sprawę, że bez Diego to ja tam będę tylko stać pod ścianą i udawać że coś robię.
- Powinnaś w końcu zapomnieć i wrócić do życia.
- Zapomnieć? Zwariowałaś? O Diego? Francesca, doskonale wiesz że o nim nie można zapomnieć! - prawię krzyknęła Argentynka.
- Nie karzę ci zapomnieć o nim, tylko o tej całej sytuacji. Od dawna jesteś smutna, tylko z tego jednego powodu. Nie uważasz, że nie ma to żadnego konkretnego sensu? W ten sposób go nie wskrzesisz, a i on nie byłby zadowolony, gdyby musiał cię taką ogarnąć. To był i mój przyjaciel, a nie przeżywam jego śmierci.
- Nic nie rozumiesz, prawda? Francesca, ja go po prostu kocham. Nie ważne że nie ma go przy mnie. Ja kocham go całym sercem. I każdego dnia czuje, że on kochał mnie tak samo bardzo, jak ja kocham jego. A może i jeszcze bardziej. Czytam, i dowiaduje się że zrobiłby dla mnie wszystko. Cierpiał przeze mnie, a ja tego nawet nie zauważyłam. Oddalał się, żeby nie sprawić mi bólu. Nie widzisz, jaka ja wtedy byłam głupia? Zawsze miałam go za najlepszego przyjaciela, ewentualnie brata. Ale teraz widzę, że przecież ja nie mogę bez niego żyć.
- Jakoś bez niego żyjesz. - stwierdziła Włoszka.
- Dopóki będę miała przy sobie jego zeszyt, będę czytać co pisał kiedyś, on będzie przy mnie. Będę go poznawać jeszcze bardziej. Z dnia na dzień coraz bardziej się zakochiwać. I poczekam. Poczekam, aż będziemy mogli być razem.
- Przecież wy nigdy nie będziecie razem, jego nie ma. Co ty w ogóle wygadujesz?
- Kiedyś będziemy razem, wierz lub nie. Nie wierzysz w życie po śmierci?
- A ty wierzysz? - roześmiała się Włoszka.
- Kiedyś nie wierzyłam... Ale teraz wierzę. Mogę mieć przecież nadzieje, prawda?
- Takich bzdur to ja jeszcze nigdy wcześniej od ciebie nie słyszałam. - stwierdziła Francesca.
- To wcale nie są bzdury! A z resztą... Przepraszam, nie mam ochoty teraz rozmawiać. Może przyjdę jutro do studio, to pogadamy. - powiedziała Violetta, po czym po prostu się rozłączyła. Odrzuciła telefon na poduszkę i znów chwyciła gitarę.
- Poczekam, bo nauczyłeś mnie żyć. - szepnęła, po czym znów zaczęła grać. Nie interesowało jej w tej chwili zupełnie zdanie Francesci czy Leona. Chciała być teraz sama, miała do tego prawo. Dopiero późnym wieczorem odłożyła gitarę. Położyła głowę na poduszce, i zasnęła.
- Widzisz? - zapytał, zadowolony ciągnąc ją za rękę.
- A niby co mam tutaj widzieć? - zachichotała dziewczyna, idąc za przyjacielem.
- No nie mów, że nie pamiętasz tego miejsca. - chłopak się skrzywił, puszczając dłoń swojej najlepszej przyjaciółki. Dziewczyna chwilę się przyglądała.
- Nie, Diego. Nie pamiętam. To źle?
- To tutaj się bawiliśmy, gdy byliśmy dziećmi. Nie pamiętasz? - roześmiał się - Ojć, Violettka. Słabą pamięć masz.
- Dobra, to już wiemy co to za miejsce. A teraz powiedź mi, dlaczego mnie tutaj przyprowadziłeś?
- To już niespodzianka. - chłopak podszedł do niej, po czym od razu zakrył jej oczy. - Idziemy. Muszę pokazać ci coś zdecydowanie lepszego, niż to miejsce.
- Co takiego?
- Cierpliwości, zaraz się dowiesz.
Po dłuższej chwili, chłopak w końcu odkrył jej oczy. Rozejrzała się, a potem spojrzała na chłopaka.
- Byłaś tutaj kiedyś? - zapytał, siadając na trawię. Dziewczyna pokręciła głową, zaraz siadając obok przyjaciela.
- A ja tutaj przychodzę, zawsze wtedy gdy chce być sam. Nikomu nie pokazywałem tego miejsca. Tylko tobie. - uśmiechnął się do przyjaciółki.
- A dlaczego mi je pokazujesz?
- Bo zdałem sobie sprawę, że nigdy nie chce być sam. Zawsze tylko z tobą.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Rozdział XIII
~Nigdy nie jesteśmy bardziej samotni, niż leżąc w łóżku z naszymi tajemnicami i wewnętrznym głosem, którym żegnamy lub przeklinamy mijający dzień. ~
- Kocham Cię. - odezwała się, przyglądając się jego zdjęciu. Ostatnio wszystko jej go przypominało. Nie chciała chodzić nawet do studio, bo nie wyobrażała sobie, że jego tam nie będzie. Od jego śmierci minęły prawie dwa miesiące. Wszyscy już się otrząsnęli, tylko nie ona. Tylko ona jeszcze codziennie o nim myśli, codziennie chodzi na cmentarz. Ma wrażenie, że gdy tam jest, gdy siedzi przy jego grobie, on jej wysłucha, jest bliżej niej. Spojrzała na zegarek i stwierdziła że czas już wychodzić. Nie zamierzała nawet raz odpuścić sobie wizyty na cmentarzu, przy grobie Diego. Od razu odłożyła zdjęcie na półkę, po czym chwyciła torebkę i zeszyt chłopaka, z którym w ostatnim czasie starała się nie rozstawać, i wyszła. Po drodze na cmentarz mijała kwiaciarnie, gdzie jak zawsze kupiła jedną białą różyczkę. Kiedyś zastanawiała się, czy nie kupić czerwonej, jednak biała jakoś lepiej pasowała jej do sytuacji. Gdy była już przy jego grobie, od razu usiadła na trawię obok, jak miała w zwyczaju. Gdy już wczorajszą różę zastąpiła ta, którą kupiła dzisiaj, otworzyła zeszyt i znów zaczęła czytać.
Otworzyła zeszyt na następnej stronie, jednak tam nie zobaczyła standardowego wpisu. Strony były puste, a między nimi wcisnęła się złożona kilka razy kartka. Zdziwiła się, że nie zauważyła tej kartki wcześniej. Wyciągnęła ją i rozłożyła. Był na niej tekst... piosenki? Nie słyszała tego wcześniej, więc od razu stwierdziła, że jest to napisane przez Diego. Od razu zaczęła czytać.
Dla twojej miłości odrodzę się bo jesteś dla mnie wszystkim
Jest mi zimno i nie mam cię i niebo zszarzało
Mogę czekać tysiąc lat, marząc, że przyjdziesz do mnie
Bo to życie nie jest życiem bez Ciebie
- Kocham Cię. - odezwała się, przyglądając się jego zdjęciu. Ostatnio wszystko jej go przypominało. Nie chciała chodzić nawet do studio, bo nie wyobrażała sobie, że jego tam nie będzie. Od jego śmierci minęły prawie dwa miesiące. Wszyscy już się otrząsnęli, tylko nie ona. Tylko ona jeszcze codziennie o nim myśli, codziennie chodzi na cmentarz. Ma wrażenie, że gdy tam jest, gdy siedzi przy jego grobie, on jej wysłucha, jest bliżej niej. Spojrzała na zegarek i stwierdziła że czas już wychodzić. Nie zamierzała nawet raz odpuścić sobie wizyty na cmentarzu, przy grobie Diego. Od razu odłożyła zdjęcie na półkę, po czym chwyciła torebkę i zeszyt chłopaka, z którym w ostatnim czasie starała się nie rozstawać, i wyszła. Po drodze na cmentarz mijała kwiaciarnie, gdzie jak zawsze kupiła jedną białą różyczkę. Kiedyś zastanawiała się, czy nie kupić czerwonej, jednak biała jakoś lepiej pasowała jej do sytuacji. Gdy była już przy jego grobie, od razu usiadła na trawię obok, jak miała w zwyczaju. Gdy już wczorajszą różę zastąpiła ta, którą kupiła dzisiaj, otworzyła zeszyt i znów zaczęła czytać.
Otworzyła zeszyt na następnej stronie, jednak tam nie zobaczyła standardowego wpisu. Strony były puste, a między nimi wcisnęła się złożona kilka razy kartka. Zdziwiła się, że nie zauważyła tej kartki wcześniej. Wyciągnęła ją i rozłożyła. Był na niej tekst... piosenki? Nie słyszała tego wcześniej, więc od razu stwierdziła, że jest to napisane przez Diego. Od razu zaczęła czytać.
Dla twojej miłości odrodzę się bo jesteś dla mnie wszystkim
Jest mi zimno i nie mam cię i niebo zszarzało
Mogę czekać tysiąc lat, marząc, że przyjdziesz do mnie
Bo to życie nie jest życiem bez Ciebie
Spojrzała znów na kartkę po czym znów schowała ją do zeszytu. Od razu ruszyła do domu, wiedząc że za chwilę jej tata może zdenerwować się, że jeszcze jej nie ma.
***
Miśki, króliczki, kotki i jeszcze inne zwierzęta, które się tu znalazły (xd)... No więc moja sytuacja z ocenami nie wygląda kolorowo, ani zabawnie (chyba że chcecie się śmiać z cudzego nieszczęścia :') ) także istnieje opcja, że w ferie dopiero zobaczycie tu kolejny rozdział.
***
Miśki, króliczki, kotki i jeszcze inne zwierzęta, które się tu znalazły (xd)... No więc moja sytuacja z ocenami nie wygląda kolorowo, ani zabawnie (chyba że chcecie się śmiać z cudzego nieszczęścia :') ) także istnieje opcja, że w ferie dopiero zobaczycie tu kolejny rozdział.
piątek, 2 stycznia 2015
Rozdział XII
~ Nie widziałam cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza. ~
- Ciągle za nim tęsknisz? Minęło już tak dużo czasu. - usłyszała nagle głos swojego ojca. Oderwała wzrok od zdjęcia i spojrzała na mężczyznę stojącego w drzwiach jej pokoju.
- Nie ważne ile czasu minie, nigdy nie przestanę go kochać. Wiesz doskonale, że zawsze będzie częścią mojego życia. Nawet gdy już wszyscy o nim zapomną.
- Nadal uważam, że nie jesteś zbyt dojrzała, by uważać że to jego darzyłaś miłością, jednak wydaje mi się że nawet jeśli go kochałaś, musisz o tym teraz zapomnieć, dać mu w spokoju odejść. On jest blisko Ciebie, i cierpi widząc że i Ty cierpisz. Sprawiasz mu ból, godzinami o nim myśląc i go opłakując, chociaż dobrze wiesz, że on nie może zrobić nic by być jeszcze bliżej Ciebie. Łzami nic nie zdziałasz skarbie. Mogę Ci teraz tylko obiecać, że Diego jest teraz pod opieką Twojej matki. Ona nie zostawiłaby go samego. Razem są przy Tobie.
- Wolałabym raczej, by był obok mnie. By mógł mnie przytulić i powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Nie rozumiem dlaczego akurat teraz go mi zabrał... Ja go potrzebuję.
- Może tam potrzebują go bardziej, niż ty go potrzebujesz tutaj? Dobrze, nie rozmawiajmy już o tym. Wydaje mi się, że powinnaś spać. Odłóż te zdjęcia, dobranoc.
Po tych słowach opuścił pokój swojej córki. Z każdym dniem martwił się o nią coraz bardziej, ale nic nie mógł zrobić. I jemu brakowało tych wspólnych śmiechów jego córki i Diego, tych ich śpiewania, nawet wtedy kiedy go denerwowali, godzinami siedząc przy pianinie.
Violetta nie zamierzała jeszcze iść spać. Sięgnęła pod poduszkę, gdzie trzymała zeszyt chłopaka. Zdecydowała się że otworzy i przeczyta chociaż pierwszą stronę. Przejechała dłonią po okładce, a następnie w końcu go otworzyła, na pierwszej lepszej stronie. Zaczęła czytać.
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza. ~
- Ciągle za nim tęsknisz? Minęło już tak dużo czasu. - usłyszała nagle głos swojego ojca. Oderwała wzrok od zdjęcia i spojrzała na mężczyznę stojącego w drzwiach jej pokoju.
- Nie ważne ile czasu minie, nigdy nie przestanę go kochać. Wiesz doskonale, że zawsze będzie częścią mojego życia. Nawet gdy już wszyscy o nim zapomną.
- Nadal uważam, że nie jesteś zbyt dojrzała, by uważać że to jego darzyłaś miłością, jednak wydaje mi się że nawet jeśli go kochałaś, musisz o tym teraz zapomnieć, dać mu w spokoju odejść. On jest blisko Ciebie, i cierpi widząc że i Ty cierpisz. Sprawiasz mu ból, godzinami o nim myśląc i go opłakując, chociaż dobrze wiesz, że on nie może zrobić nic by być jeszcze bliżej Ciebie. Łzami nic nie zdziałasz skarbie. Mogę Ci teraz tylko obiecać, że Diego jest teraz pod opieką Twojej matki. Ona nie zostawiłaby go samego. Razem są przy Tobie.
- Wolałabym raczej, by był obok mnie. By mógł mnie przytulić i powiedzieć że wszystko będzie dobrze. Nie rozumiem dlaczego akurat teraz go mi zabrał... Ja go potrzebuję.
- Może tam potrzebują go bardziej, niż ty go potrzebujesz tutaj? Dobrze, nie rozmawiajmy już o tym. Wydaje mi się, że powinnaś spać. Odłóż te zdjęcia, dobranoc.
Po tych słowach opuścił pokój swojej córki. Z każdym dniem martwił się o nią coraz bardziej, ale nic nie mógł zrobić. I jemu brakowało tych wspólnych śmiechów jego córki i Diego, tych ich śpiewania, nawet wtedy kiedy go denerwowali, godzinami siedząc przy pianinie.
Violetta nie zamierzała jeszcze iść spać. Sięgnęła pod poduszkę, gdzie trzymała zeszyt chłopaka. Zdecydowała się że otworzy i przeczyta chociaż pierwszą stronę. Przejechała dłonią po okładce, a następnie w końcu go otworzyła, na pierwszej lepszej stronie. Zaczęła czytać.
sobota, 27 grudnia 2014
Rozdział XI
~ Po jakimś czasie zrozumiała, że musi się poddać... Musi ułożyć sobie życie bez niego... ~
Kolejna minuta, która przysparza jeszcze więcej bólu.
"Jeszcze chwila" - obiecała sobie, ze złamanym sercem wpatrując się w zamkniętą trumnę. Pomimo tego, że go nie widzi, wyobraża sobie jak teraz wygląda. W głowie widzi Diego. Diego, ale nie tego którego doskonale zna. Diego, którego w tym momencie sobie wyobraża, już się nie uśmiecha. Nie potrafi teraz jej rozbawić, przytulić, pocieszyć. Blady, zimny. Trup. Diego. Ale już nie jej Diego. Jej Diego nie ma. Wiedziała, była pewna, że chłopak cały czas jest przy niej, że nigdy jej nie opuści. Nigdy nie będzie sama.
"Musisz być twarda, Violetta" - odezwał się głos w jej głowię - "Twarda, dla niego. Nie chciałby, byś cierpiała".
Dziewczyna oderwała wzrok od trumny, gdy usłyszała dobrze znany jej głos. Głos matki chłopaka. Wiedziała, że kobieta zapewne czuje się w tym momencie podobnie do niej.
- Co tutaj robisz tak wcześnie, skarbie? - usłyszała znów głos kobiety, zdając sobie sprawę że nie odpowiedziała na jej smutne powitanie.
- Przyszłam do niego... Chciałam się pożegnać, na spokojnie, zanim jeszcze wszyscy przyjdą. - odpowiedziała, po czym znów odwróciła głowę w kierunku trumny - Chciałabym być na jego miejscu. On na to nie zasługiwał. Był cudowny... Nie ma na świecie drugiej takiej osoby.
Znów poczuła łzy, powoli spadające po jej już od dawna mokrym policzku.
"Weź się w garść" - powtórzyła sobie w myślach - "On by nie chciał. Na pewno by nie chciał."
- Widzę, że myślimy tak samo. - znów usłyszała głos kobiety, która po chwili już stała obok niej - Myślę, że wszystko dzieje się po coś, kochanie. Jego śmierć pokazuje, jak łatwo można stracić wszystko, co jest dla nas w życiu najważniejsze.
- Widzisz to? - spytała Francesca, wyciągając spod zielonej poduszki zeszyt. - Co to jest?
- Jego... Pamiętnik? Coś w tym stylu. Zapisywał tu wszystkie swoje myśli. - powiedziała, mimowolnie wyciągając rękę po zeszyt. Coś kazało jej go wziąć. Coś jej mówiło, że powinien należeć do niej. Francesca od razu oddała przyjaciółce to, co znalazła. - Większości mi nie zdradził. Myślę, że najlepiej będzie gdy ja go schowam... Nie można go wyrzucić.
- Nic stąd nie zostanie wyrzucone. - usłyszały głos matki chłopaka, wchodzącej do pokoju - Ale myślę, że chciałby żeby trafiło to do ciebie. Zabierz go więc, jeśli chcesz. Zawsze to jakaś pamiątka.
Kobieta obdarowała ją delikatnym uśmiechem. Violetta od razu schowała zeszyt do swojej torby, po czym wróciła do pomocy w zabieraniu wszystkich rzeczy chłopaka. Wszystko miało trafić na strych, by nic nie przypominało Diego na co dzień. Nikt z domowników nie wytrzymałby takiego bólu, a na pewno przechodząc obok drzwi do pustego pokoju, niejednokrotnie by tam zajrzeli.
- Violetta, przyszłaś już. - w drzwiach powitała dziewczynę Olga - Kolacja czeka na ciebie w kuchni.
- Nie jestem głodna, dziękuje. - odmówiła, siląc się na lekki uśmiech w kierunku gosposi. Ruszyła od razu na górę, do swojego pokoju. Wyciągnęła zeszyt, który zabrała z pokoju swojego zmarłego przyjaciela. Usiadła na łóżku, po czym przyjrzała się dokładnie okładce. Przejechała opuszkami palców po granatowym, niezidentyfikowanym materiale, zastanawiając się czy powinna go otworzyć, czy raczej schować głęboko do szuflady. Potrzebowała teraz słów Diego. Jednak była to zawsze jego prywatność. W końcu postanowiła na razie nie otwierać zeszytu, którego jeszcze miesiąc temu nie mogła nawet dotknąć, a jeśli już dotknęła, skutkowało to awanturą. Przypomniała sobie, jak chłopak wściekał się, gdy próbowała chociaż podejrzeć, co piszę. Tak uroczo się wściekał. Do tego, nie umiał się długo na nią złościć i krótko po napadzie złości, potrafił ją przytulić i powiedzieć jak bardzo ją uwielbia. Dopiero w tym momencie poczuła, że brakuje jej go bardziej, niż myślała. Dużo bardziej, niż myślała. Ale musi sobie bez niego poradzić.
Kolejna minuta, która przysparza jeszcze więcej bólu."Jeszcze chwila" - obiecała sobie, ze złamanym sercem wpatrując się w zamkniętą trumnę. Pomimo tego, że go nie widzi, wyobraża sobie jak teraz wygląda. W głowie widzi Diego. Diego, ale nie tego którego doskonale zna. Diego, którego w tym momencie sobie wyobraża, już się nie uśmiecha. Nie potrafi teraz jej rozbawić, przytulić, pocieszyć. Blady, zimny. Trup. Diego. Ale już nie jej Diego. Jej Diego nie ma. Wiedziała, była pewna, że chłopak cały czas jest przy niej, że nigdy jej nie opuści. Nigdy nie będzie sama.
"Musisz być twarda, Violetta" - odezwał się głos w jej głowię - "Twarda, dla niego. Nie chciałby, byś cierpiała".
Dziewczyna oderwała wzrok od trumny, gdy usłyszała dobrze znany jej głos. Głos matki chłopaka. Wiedziała, że kobieta zapewne czuje się w tym momencie podobnie do niej.
- Co tutaj robisz tak wcześnie, skarbie? - usłyszała znów głos kobiety, zdając sobie sprawę że nie odpowiedziała na jej smutne powitanie.
- Przyszłam do niego... Chciałam się pożegnać, na spokojnie, zanim jeszcze wszyscy przyjdą. - odpowiedziała, po czym znów odwróciła głowę w kierunku trumny - Chciałabym być na jego miejscu. On na to nie zasługiwał. Był cudowny... Nie ma na świecie drugiej takiej osoby.
Znów poczuła łzy, powoli spadające po jej już od dawna mokrym policzku.
"Weź się w garść" - powtórzyła sobie w myślach - "On by nie chciał. Na pewno by nie chciał."
- Widzę, że myślimy tak samo. - znów usłyszała głos kobiety, która po chwili już stała obok niej - Myślę, że wszystko dzieje się po coś, kochanie. Jego śmierć pokazuje, jak łatwo można stracić wszystko, co jest dla nas w życiu najważniejsze.
- Widzisz to? - spytała Francesca, wyciągając spod zielonej poduszki zeszyt. - Co to jest?
- Jego... Pamiętnik? Coś w tym stylu. Zapisywał tu wszystkie swoje myśli. - powiedziała, mimowolnie wyciągając rękę po zeszyt. Coś kazało jej go wziąć. Coś jej mówiło, że powinien należeć do niej. Francesca od razu oddała przyjaciółce to, co znalazła. - Większości mi nie zdradził. Myślę, że najlepiej będzie gdy ja go schowam... Nie można go wyrzucić.
- Nic stąd nie zostanie wyrzucone. - usłyszały głos matki chłopaka, wchodzącej do pokoju - Ale myślę, że chciałby żeby trafiło to do ciebie. Zabierz go więc, jeśli chcesz. Zawsze to jakaś pamiątka.
Kobieta obdarowała ją delikatnym uśmiechem. Violetta od razu schowała zeszyt do swojej torby, po czym wróciła do pomocy w zabieraniu wszystkich rzeczy chłopaka. Wszystko miało trafić na strych, by nic nie przypominało Diego na co dzień. Nikt z domowników nie wytrzymałby takiego bólu, a na pewno przechodząc obok drzwi do pustego pokoju, niejednokrotnie by tam zajrzeli.
- Violetta, przyszłaś już. - w drzwiach powitała dziewczynę Olga - Kolacja czeka na ciebie w kuchni.
- Nie jestem głodna, dziękuje. - odmówiła, siląc się na lekki uśmiech w kierunku gosposi. Ruszyła od razu na górę, do swojego pokoju. Wyciągnęła zeszyt, który zabrała z pokoju swojego zmarłego przyjaciela. Usiadła na łóżku, po czym przyjrzała się dokładnie okładce. Przejechała opuszkami palców po granatowym, niezidentyfikowanym materiale, zastanawiając się czy powinna go otworzyć, czy raczej schować głęboko do szuflady. Potrzebowała teraz słów Diego. Jednak była to zawsze jego prywatność. W końcu postanowiła na razie nie otwierać zeszytu, którego jeszcze miesiąc temu nie mogła nawet dotknąć, a jeśli już dotknęła, skutkowało to awanturą. Przypomniała sobie, jak chłopak wściekał się, gdy próbowała chociaż podejrzeć, co piszę. Tak uroczo się wściekał. Do tego, nie umiał się długo na nią złościć i krótko po napadzie złości, potrafił ją przytulić i powiedzieć jak bardzo ją uwielbia. Dopiero w tym momencie poczuła, że brakuje jej go bardziej, niż myślała. Dużo bardziej, niż myślała. Ale musi sobie bez niego poradzić.
czwartek, 25 grudnia 2014
Rozdział X
"Jest na świecie taki rodzaj smutku, którego nie można wyrazić łzami. Nie można go nikomu wytłumaczyć. Nie mogąc przybrać żadnego kształtu, osiada ciasno na dnie serca jak śnieg podczas bezwietrznej nocy."
- Nie uważasz, że miłość nie ma sensu? Wydaje ci się, że pewnej osoby nie kochasz. A potem nagle okazuje się, że jest ona jednak dla ciebie najważniejsza, że bez niej nie możesz żyć. Tylko uświadamiasz to sobie za późno. Najbardziej irytujące uczucie na ziemi. - mówiła Violetta, bezmyślnie wpatrując się w ścianę. Francesca doskonale rozumiała, co w tej sytuacji może czuć jej przyjaciółka. W końcu i ona odczuwa teraz stratę. Stratę dobrego przyjaciela, którym był dla niej Diego. Jednak to nie uczucia Francescy w tym momencie są najważniejsze. To nie ona najbardziej przeżywa śmierć chłopaka.
- Jak ja sobie bez niego poradzę? - kontynuowała Violetta, ani chwili nie potrafiąc po prostu siedzieć w ciszy - Przecież on jest... był moim powietrzem. Ja tak bardzo go kocham. Nie przyjmuje do wiadomości, że już nigdy go nie zobaczę.
- Nie wydaje mi się, by był to dobry pomysł. - usłyszała głos Leona.
- Prosiłam Cię już, byś wyszedł z mojego pokoju. Nie mam czasu na to, by z tobą rozmawiać. - powiedziała Violetta, wpatrując się we wnętrze swojej szafy.
- Lepiej chodź do studio, nie męcz się.
- Myślisz że byłabym w stanie spokojnie przesiedzieć w studio?! - spytała, po czym z wściekłością spojrzała na chłopaka - Myślę, że chciałby bym poszła na jego pogrzeb. Tak mogę się z nim pożegnać. Czyżbyś zabraniał mi pożegnać się z najważniejszą osobą mojego życia?
- On nie żyję, Violetta. Pogódź się z tym.
- Nie musisz mi o tym przypominać, Leon. Wiem że on nie żyje. Ale nadal go kocham. Kocham go, i chcę tam iść. Mam do tego prawo. W dodatku, nie wydaje mi się by ktokolwiek kto dobrze zna Diego poszedł dzisiaj na zajęcia. Jeśli chcesz, idź. Będziesz tam sam. A teraz proszę cię, wyjdź z mojego pokoju.
Chłopak tym razem postanowił wysłuchać prośby Violetty. Od razu opuścił jej pokój. Nie podobało mu się to, że dziewczyna cierpi. Ciągle obwiniał Diego, pomimo tego że chłopak nie żyje. Nie rozumiał, że przez ciągle proszenie jej by zapomniała, tylko sprawia jej ból. On nigdy nie lubił jej przyjaciela, do tej pory nie może zrozumieć jej wielkiego uwielbienia. A może po prostu jest zazdrosny, że to Diego Violetta kocha zdecydowanie bardziej?
- Nie uważasz, że miłość nie ma sensu? Wydaje ci się, że pewnej osoby nie kochasz. A potem nagle okazuje się, że jest ona jednak dla ciebie najważniejsza, że bez niej nie możesz żyć. Tylko uświadamiasz to sobie za późno. Najbardziej irytujące uczucie na ziemi. - mówiła Violetta, bezmyślnie wpatrując się w ścianę. Francesca doskonale rozumiała, co w tej sytuacji może czuć jej przyjaciółka. W końcu i ona odczuwa teraz stratę. Stratę dobrego przyjaciela, którym był dla niej Diego. Jednak to nie uczucia Francescy w tym momencie są najważniejsze. To nie ona najbardziej przeżywa śmierć chłopaka.
- Jak ja sobie bez niego poradzę? - kontynuowała Violetta, ani chwili nie potrafiąc po prostu siedzieć w ciszy - Przecież on jest... był moim powietrzem. Ja tak bardzo go kocham. Nie przyjmuje do wiadomości, że już nigdy go nie zobaczę.
- Nie wydaje mi się, by był to dobry pomysł. - usłyszała głos Leona.
- Prosiłam Cię już, byś wyszedł z mojego pokoju. Nie mam czasu na to, by z tobą rozmawiać. - powiedziała Violetta, wpatrując się we wnętrze swojej szafy.
- Lepiej chodź do studio, nie męcz się.
- Myślisz że byłabym w stanie spokojnie przesiedzieć w studio?! - spytała, po czym z wściekłością spojrzała na chłopaka - Myślę, że chciałby bym poszła na jego pogrzeb. Tak mogę się z nim pożegnać. Czyżbyś zabraniał mi pożegnać się z najważniejszą osobą mojego życia?
- On nie żyję, Violetta. Pogódź się z tym.
- Nie musisz mi o tym przypominać, Leon. Wiem że on nie żyje. Ale nadal go kocham. Kocham go, i chcę tam iść. Mam do tego prawo. W dodatku, nie wydaje mi się by ktokolwiek kto dobrze zna Diego poszedł dzisiaj na zajęcia. Jeśli chcesz, idź. Będziesz tam sam. A teraz proszę cię, wyjdź z mojego pokoju.
Chłopak tym razem postanowił wysłuchać prośby Violetty. Od razu opuścił jej pokój. Nie podobało mu się to, że dziewczyna cierpi. Ciągle obwiniał Diego, pomimo tego że chłopak nie żyje. Nie rozumiał, że przez ciągle proszenie jej by zapomniała, tylko sprawia jej ból. On nigdy nie lubił jej przyjaciela, do tej pory nie może zrozumieć jej wielkiego uwielbienia. A może po prostu jest zazdrosny, że to Diego Violetta kocha zdecydowanie bardziej?
Wielki powrót.
Ktoś z was może natknął się na informacje, że ochodzę z bloggera. Owszem, odchodzę. Ale nie całkowicie. Na tego bloga postanowiłam oficjalnie wrócić, reszta moich wypocin jest już historią. Dlaczego wracam akurat tutaj? Od dwóch lat piszę opowiadania, ale historia, którą niektórzy już znacie, nadal jest moim największym i najpiękniejszym dziełem. Jest całkowicie moja. Daje mi siłe na przetrwanie w tym co kocham. Nadzieje na lepsze jutro. Pomaga mi wcielić się w postać cierpiącą, po stracie bliskiej osoby. Sprawia, że ja staje się lepszą osobą. Równocześnie zawiera w sobie element, jaki ja sama najbardziej uwielbiam - element fantastyczny. Ta historia ma dla mmie ogromną wartość, nawet ja czytając ją czuje jej magie. Nie ważne czy ktoś to będzie czytał, czy nie. Ważne, że ja jestem dumna z tego co piszę.
Rozdział postaram się dodać jeszcze dziś, jeśli kogoś to interesuje. Może ktoś kiedyś przypadkowo trafi na tego bloga - chce, by takie osoby poczuły to, co ja czuje pisząc tą historie. Poczuły te magie (bynajmniej nie jest to magia świąt, bo ja jej kompletnie nie czuję).
To do następnego.
Patrycja Dominguez
Rozdział postaram się dodać jeszcze dziś, jeśli kogoś to interesuje. Może ktoś kiedyś przypadkowo trafi na tego bloga - chce, by takie osoby poczuły to, co ja czuje pisząc tą historie. Poczuły te magie (bynajmniej nie jest to magia świąt, bo ja jej kompletnie nie czuję).
To do następnego.
Patrycja Dominguez
Subskrybuj:
Posty (Atom)




